13 marca 2011

Perony kolejowe z rana mają w sobie coś magicznego. Ma się wrażenie jakiegoś początku, nowej szansy. Kiedyś to tu zaczynały się wakacyjne przygody. Ruszało się albo na Mazury (z przesiadką w Szczytnie i dalej do Spychowa), albo nad morze lub w góry (najczęściej z przymusowym szybkim spacerem po warszawskiej Pradze – między Dworcem Wileńskim a Wschodnim). No i Szalony Kurp miał swoją legendę… O tak, to był prawdziwy pociąg z przedziałami, nie tak jak obecne plastikowe mydelniczki 🙂
Przyznam się, że od czasu do czasu lubię sobie wyruszyć w taką sentymentalną podróż. Niewiele się na trasie zmieniło.