30 czerwca 2011

Pan Mietek lubił przejeżdżki rowerem,
choć zazwyczaj słabo panował nad sterem.
Zdarzało mu się czasem trochę z trasy zboczyć,
i z gracją do rowu za miastem się stoczyć.
Przemierzał dziarsko wszystkie skrzyżowania,
prując na czerwonym bez opamiętania,
Będąc powodem stłuczek bardzo licznych,
nie ponosząc przy tym obrażeń fizycznych.
Gdy elektrolitów spadek poczuł nagły w trasie,
pod sklepem parkował w bardzo krótkim czasie.
I uzupełniwszy ich braki napojem nikczemnym,
wracał na ulicę z humorem więziennym.
Szalał na stojaka śmiało pedałując,
palił ośki w szale w parku slalomując,
kierownicę zębami trzymał na zakrętach,
mijając starsze panie. -Niech się opamięta!
Krzyczały wzburzone z pod swoich moherów.
-Nie pozwalać czubkom dosiadać rowerów!
-Policja! a to łobuz! niech ktoś mu zabroni!
-Mój wnuczek pitbullem go jutro pogoni!
Na nic jednak groźby i krzyki się zdały,
bo Pan Mietek przysiadał lekko na pedały
i znikał po chwili jak cień, pośród wrzawy.
Z ogromną prędkością mimo że cherlawy.
Fantom rowerowy, właściciel składaka,
gdy ujrzysz że na drodze jest przez niego draka,
zapytaj bo nie zdążyłem gdy sunął w te pędy,
skąd wie że do przodu to na pewno tędy?

(podobieństwo imion, postaci, miejsc oraz faktów jest przypadkowe)